Po dwutygodniowych wojazach po Stanach Zjednoczonych, wrocilam! :) To bylo naprawde pracowite dni.. codziennie cos zwiedzalismy, gdzies jechalismy, czegos szukalismy.
Zaczne moze od mojego wylotu, lecialam z Newarku z przesiadka w Charlotte. Mialam tylko 40 minut na przesiadke, lecialam sama na lotnisko, na kotrym nigdy nie bylam, wiec bardzo sie stresowalam! Ochrona na lotnisku chyba to wyczula, albo tak podejrzanie wygladalam w dresach, bo zostalam sprawdzona jakims specjalnym papierkiem czy przypadkiem nie mialam stycznosci z jakimis materilami wybuchowymi!!
Juz w trakcie lotu okazalo sie ze samolot ma opoznienie.. mialam tylko 5 minut na znalezienie swojego drugiego lotu... bieglam jak szalona ale sie udalo! Niestety, juz na lotnisku w SF czekala mnie druga niespodzianka... Okazalo sie ze koledzy, ktorzy mieli po mnie wyjechac, nie moga tego zrobic... Wiec zostalam sama o 2 w nocy w obcym miescie! Naszczescie I tam sobie jakos poradzilam. Wlasciwie, jezeli kiedys, ktos bedzie sie tam wybieral to chetnie dam jakies wskazowki I wytlumacze jak dojechac transportem publicznym ;))
Okolica, w ktorej wynajomowalismy hotel byla straszna... nikomu nie polecam zamieszkac przy Market Street... ulice niezwykle smierdza a dookola wszedzie spia bezdomni.. moze to dawne Dzieci Kwiatow? Nie wiem, ale okolica jest bardzo niebezpieczna I moze naprawde zniszczyc caly wyjazd, wiec nastepnym razem zapamietam, ze lepiej zaplacic troche wiecej i spac spokojnie.
San Francisco, pomimo swej najgorszej ulicy - Market Street, jest bardzo piekne. W szczegolnosci przy najslynniejszym moscie Golden Gate. Tam, mozna zapomniec o wszystkich problemach i myslec zupelnie o niczym, popijac przy tym piwko, oczywiscie ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz